Flagi Godła Urny wyborcze Sukno
Zmiana adresu. Zapraszamy do sklepu przy Górczewskiej 24.

Kiedyś najczęstszymi klientami byli przedstawiciele partyjnych komitetów, dziś są zaopatrzeniowcy ambasad. Sklep stał się też miejscem pielgrzymek zagranicznych turystów.

Sklep pani Z. Rodziewicz jest jedyny w swoim rodzaju. W rubryce branża wspisane jest - materiały propagandowe. Pani Rodziewicz prowadzi działalność od 15 lat. Kiedyś sklep ze zrozumiałych względów był państwowy, lecz od dwóch lat jest prywatną własnością. Za czasów komuny mieścił się w jednym pomieszczeniu. Teraz burmistrz przyznał drugie, w którym mieściła się kiedyś melina. Pani Zdzisława żartuje sobie, jak silne znaczenie ma propaganda w dzisiejszych czasach.
- Za starych czasów i teraz nic się w interesie nie zmieniło. Ruch taki sam - mówi reporterowi "EW" pani Rodziewicz.  - Kiedyś szczególnie wzmożone obroty notowaliśmy przed świętami państwowymi - 1 maja czy 22 lipca. Teraz więcej zamówień mamy przed Bożym Ciałem czy Wielkanocą.

Najczęstszymi klientami sklepu z asorytymentem propagandowym są obecnie ambasady, przedszkola, żłobki. Szefowa zapamiętała szczególnie ostatnie duże transakcje z kancelarią prezydencką i prezydentem Warszawy. Duże zapotrzebowanie zgłaszają też banki, nowo powstające firmy i spółki, zaś najsolidniejszym klientem jest Kancelaria Sejmu.
- Bardzo dobrze "szły" ostatnio godła. Wiązało się to z "ukoronowaniem" naszego orła.
A oto przykładowe ceny: godło blaszane - 450 tys., oprawione w ramki - 120 tys., gobeliny w zależności od wielkości, od 300 do 600 tys.
- Liczę teraz na duży ruch. Wiadomo już wkrótce wybory. Niektóre komitety wyborcze złożyły już pierwsze zamówienia. Moje normalne, średnie obroty kształtują się w granicach 60-70 mln miesięcznie. Przed wyborami może tego być i z pół miliarda.
W detalu kupują najczęściej młodzi zagraniczni turyści, którzy zjeżdżają aż na Okopową z całej stolicy. Twierdzą, że można nabyć tu fajne suweniry. A wybór jest spory. Najlepiej "idą" flagi amerykańskie (przykładowo płótno o wymiarach 1,10 m na 2,20 m kosztuje 330 tys., mała flaga 60 tys., zaś proporczyk na metalowym stojaku 150 tys.).
- Jestem w Warszawie monopolistką i nie mogę powiedzieć, żeby był to zły interes. Wyżyć z niego można - z dumą mówi pani Rodziewicz.  - Przyjmujemy też nietypowe zamówienia, nasi zaprzyjaźnieni plastycy są w stanie wykonać praktycznie każde zamówienie w przeciągu dwóch dni.

Express Wieczorny


Mapa serwisu