Kiedyś najczęstszymi klientami byli przedstawiciele partyjnych komitetów, dziś są zaopatrzeniowcy ambasad. Sklep stał się też miejscem pielgrzymek zagranicznych turystów.
Sklep pani Z. Rodziewicz jest jedyny w swoim rodzaju. W rubryce branża wspisane jest - materiały propagandowe. Pani Rodziewicz prowadzi działalność od 15 lat. Kiedyś sklep ze zrozumiałych względów był państwowy, lecz od dwóch lat jest prywatną własnością. Za czasów komuny mieścił się w jednym pomieszczeniu. Teraz burmistrz przyznał drugie, w którym mieściła się kiedyś melina. Pani Zdzisława żartuje sobie, jak silne znaczenie ma propaganda w dzisiejszych czasach.
- Za starych czasów i teraz nic się w interesie nie zmieniło. Ruch taki sam - mówi reporterowi "EW" pani Rodziewicz. - Kiedyś szczególnie wzmożone obroty notowaliśmy przed świętami państwowymi - 1 maja czy 22 lipca. Teraz więcej zamówień mamy przed Bożym Ciałem czy Wielkanocą.
Najczęstszymi klientami sklepu z asorytymentem propagandowym są obecnie ambasady, przedszkola, żłobki. Szefowa zapamiętała szczególnie ostatnie duże transakcje z kancelarią prezydencką i prezydentem Warszawy. Duże zapotrzebowanie zgłaszają też banki, nowo powstające firmy i spółki, zaś najsolidniejszym klientem jest Kancelaria Sejmu.
- Bardzo dobrze "szły" ostatnio godła. Wiązało się to z "ukoronowaniem" naszego orła.
A oto przykładowe ceny: godło blaszane - 450 tys., oprawione w ramki - 120 tys., gobeliny w zależności od wielkości, od 300 do 600 tys.
- Liczę teraz na duży ruch. Wiadomo już wkrótce wybory. Niektóre komitety wyborcze złożyły już pierwsze zamówienia. Moje normalne, średnie obroty kształtują się w granicach 60-70 mln miesięcznie. Przed wyborami może tego być i z pół miliarda.
W detalu kupują najczęściej młodzi zagraniczni turyści, którzy zjeżdżają aż na Okopową z całej stolicy. Twierdzą, że można nabyć tu fajne suweniry. A wybór jest spory. Najlepiej "idą" flagi amerykańskie (przykładowo płótno o wymiarach 1,10 m na 2,20 m kosztuje 330 tys., mała flaga 60 tys., zaś proporczyk na metalowym stojaku 150 tys.).
- Jestem w Warszawie monopolistką i nie mogę powiedzieć, żeby był to zły interes. Wyżyć z niego można - z dumą mówi pani Rodziewicz. - Przyjmujemy też nietypowe zamówienia, nasi zaprzyjaźnieni plastycy są w stanie wykonać praktycznie każde zamówienie w przeciągu dwóch dni.
Express Wieczorny